Problem picia czegos, kiedy idziemy razem do kafeterii po lunchu rozwiazalam odkrywajac kawe 'Lait russe', czyli cos w rodzaju znanej w Polsce latte (kawa z duza iloscia goracego mleka). W naszym budynku w kafejce pracuja dosc niemile i nachmurzone dwie panie i dopiero jak zaczelam sama zamiawiac moja kawe okazalo sie, ze potrafia sie usmiechac. Malo tego, po dwoch latach same na moj widok sie juz usmiechaja, kawe robia bez pytania, a jak chca sobie poprawic humor to prosza, zebym powiedziala jak ta kawa sie nazywa. Okazalo sie, ze na poczatku mylilam 'le' z 'la', francuskiego 'uuu' nie jestem w stanie powiedziec do tej pory, 'rrr' wychodzilo mi polskie i w efekcie zamawialam 'Rosjanke' z mocnym srodkowoeuropejskim akcentem.
O jeszcze lepszej pomylce uslyszalam na otwarciu przetargu w pracy, na ktorym bylam czlonkiem komisji i czyms w rodzaju hostessy, bo mialam prezentowac czy koperty sa zamkniete, sprawdzac date wyslania, po czym na oczach reszty komisji wszystko otwierac. Otoz kiedys termin skladania ofert wypadal w niemieckie swieto narodowe. Jedna firma sie nie wyrobila z przygotowaniem dokumentow, w swieto poczta byla zamknieta, zatem ktos tam wsiadl w samochod i udal sie na poczte we Francji. Nie znal jezyka i wypelniajac druczki pomylil nadawce z adresatem. Nastepnego dnia kurier zamiast do Instytucji dostarczyl mu ta wlasnie paczke ;-)))
Niemniej jednak z nauka francuskiego walcze dzielnie, co pol roku ladnie zdaje egzaminy, nawet regularnie chodze na konwersacje organizowane przez moja dyrekcje - po angielsku nazywaja sie 'Conversation tables' co ja sobie sprytnie na poczatku tlumaczylam jako 'Conversation de tables', az ktos mnie uswiadomil, ze to nie stoly ze soba rozmawiaja, a ludzie przy stole (po francusku powinno byc 'Tables de conversation') i oprocz latwych tematow jak kuchnia francuska, film czy muzyka mielismy juz dyskusje o Traktacie Lizbonskim czy szczytach frankofonskich i zawsze trzeba zabrac glos (z reguly sa nas 3-4 osoby plus moderator). Dobre jest to, ze juz duzo rozumiem. Rok temu mialam jeszcze wpadke na zajeciach z jogi, jak instruktorka kazala zamknac oczy i lezec i oddychac w jakis dziwny sposob, ktorego nie rozumialam (z otwartymi oczami moglam przynajmniej nasladowac innych) i jak je otworzylam podejrzec, co sie dzieje, to juz wszyscy stali ;-) Teraz jednak chodze na pilates po francusku i wlasciwie wszystko lapie. Natomiast w pracy wciaz uparcie mowie po angielsku (nawet jak na spotkaniach dyrekcji obowiazuje nas francuski - ja grzecznie sie przysluchuje, ale uwagi wtracam i tak po swojemu). Czasem smiesznie wychodzi jak prowadze zawile rozmowy mowiac po angielsku, a rozmowca mi odpowiada po francusku, ale i tak uwazam to za najbezpieczniejsze rozwiazanie jak omawiamy jakies sprawy sluzbowe.
Teraz pewnie bede miec serie kolejnych wpadek na urlopie we Francji, ale to opisze najwczesniej za tydzien...

1 komentarz:
Moja Droga E/W!
Widze, ze wiedziesz podwojne zycie - bez niedomowien - prawdziwe i wirtualne ;o)
A propos francuskiego, to "le russe" powinno sie wymawiac jako "ly rüs". Czyli zamiast e mowisz y, a zamiast u mowisz u z umlautem, jak w niemieckim. Wiem, wiem, latwiej napisac niz wymowic, ale to juz inna bajka ;o) No, ale na kursach w pracy tego nie ucza...
Udanego blogowania i milego wieczoru. Pojawie sie w przyszla srode :o)
À bientôt!
Kubus
Prześlij komentarz