Nie mozna powiedziec, ze ciagle pada, ale pada bardzo czesto. Nigdy wczesniej tak czesto nie uzywalam i lamalam parasolek jak tutaj. I czasem pada tak dziwnie, ze mimo parasola jestem i tak cala mokra, jakby ten deszcz padal rowniez od dolu. Dwa lata temu kupilam sobie kapelusik, co by zaoszczedzic na parasolach (przy mocnym wietrze juz pare razy mialam wrazenie, ze odfrune z ta parasolka i doszlam do wniosku, ze latwiej mi bedzie trzymac kapelusz na glowie). Moj patent przez jakis czas sprawdzal sie doskonale, az mi kiedys kapelusz sfrunal jak szlam z francuskiego do pracy. I zamiast spasc i czekac az go podniose, zaczal sie tuz nad ziemia turlac po chodniku. I tak bieglam za nim kilknanascie metrow - tempo poruszania sie mielismy niestety dosc podobne - az sie domyslilam, ze jedynym sposobem jego zlapania bedzie skok szczupakiem za kapeluszem, co uskutecznilam na skrzyzowaniu Froissard i Belliard. Na szczescie wszystkie samochody mialy czerwone swiatlo i kierowcy prawodopodobnie mieli niezla ucieche na moj widok. Taka oblocona, mokra, wsciekla, ze starta skora na rekach musialam niestety isc do pracy i jak mnie kolega zapytal 'Ca va?' wylalam na niego wszystkie zale, az zaniemowil, po czym zapytal: 'Ale generalnie wszystko jest ok, czyli ça va' i sobie poszedl. Zatem mam dwie nauczki: kupowac na przyszlosc kurtki z kapturem i na krotkie pytania dawac krotka odpowiedz.
I jeszcze kiedys mialam zabawna deszczowa sytuacje. Bylam w grupie Polakow i kiedy nagle zaczelo mocno padac ktos zapytal, czy mamy parasol. Na co grupa stojacych obok nas frankofonow bardzo dziwnie sie na nas popatrzyla i zaczela komentowac. Bo 'parasol' po francusku, to parasol od slonca ('le soleil' to slonce), natomiast od deszczu maja 'parapluie' ('la pluie' to deszcz). Tak wiec nie ma co sie dziwic, ze pomysleli, ze maja przed soba grupe wariatow.
Jest jednak cos pozytywnego w belgijskim deszczu - zawsze mozna miec nadzieje, ze przestanie padac. I chocby nie wiem jaka straszna byla ulewa, to czasem nagle sie przejasnia i wychodzi slonce ;-)
A tutejszy deszcz trafil rowniez do polskiej poezji - ponizej wiersz Galczynskiego "Niedziela w Brukseli" (1946)
Mowcie sobie, co chcecie,
Bruksela ma swoj czar:
Dobrze w deszcz chodzic kolo
Galerie des Beaux Arts.
Piwo zaraz na rogu,
Pod wywieszka "Ange d'or",
a owoce i kwiaty
naprzeciw Gare du Nord;
tamze, jesli ochota
na dziewczyny i dzban
najzlocistszy (gdy slota)
Hotel Duc de Brabante.
http://www.youtube.com/watch?v=bkEvy-9yVyQ&feature=related

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz