piątek, 13 czerwca 2008

Moj francuski we Francji

W kazdym zamku pytano nas o narodowosc do statystyki, zeby pozniej bylo wiadomo w jakich jezykach nalezy przygotowywac broszurki. I dopoki pytano skad pochodzimy, wszystko bylo ok i ladnie promowalysmy Polske. W Azay-le-Rideau kupilam ksiazke (po francusku) o zamkach nad Loara, sprzedawczyni mnie pewnie wziela za jakas imigrantke i wyskoczyla z pytaniem: 'Vous êtes de quel département?'. Mnie wcielo, niewiele myslac odpowiedzialam, ze jestem z… Belgii. Na to ona: 'Néerlandophone?'. I co odpowiedzialam? 'Non!!! Francophone!!!'. Zrobilam Walonom swietna reklame i pewnie bylam najbardziej niekumata frankofonka, jaka w zyciu spotkala ;-)

Brak komentarzy: