środa, 10 września 2008

Cwiczymy

Zaczelam na nowo chodzic na pilates. Raz w tygodniu zrywam sie z pracy i lece na gimnatyke. Wsrod znajomych jestem juz znana z nietypowych zajec dodatkowych i z reguly spotykam sie z pytaniami, co to u licha jest ten pilates. No i jak sie zaczynam tlumaczyc, ze cwicze w ten sposob glebokie miesnie dookola tulowia, to wciaz brzmie dosc niewiarygodnie.

Na szczescie moj honor ratuja kolezanki chodzace na rownie oryginalna, choc juz nieco bardziej znana, joge. Ja z tym typem cwiczen mialam kiedys zle doswiadczenie - raz prowadzacy kazal stanac na glowie, mi z lekka pomoca rowniez sie udalo i jak zaczelam sie potem zastanawiac, jaka ta czaszka jest mocna, ze nic mi nie peklo, to dostalam takiego bolu glowy, ze przez pare dni zylam w stresie, ze sobie cos uszkodzilam.

Dla bardziej kreatywnych mozna jeszcze chodzic na znacznie bezpieczniejsza joge smiechu (niestety po francusku, choc Polacy mogliby wystapic z propozycja uruchomienia zajec po czesku, a Czesci i Slowacy – po polsku – podobno dla nich nasz jezyk jest rownie zabawny), czy joge dla oka ;-)

Pilates ma dodatkowy niezaprzeczalny plus, ze cwiczy oddychanie, co sie doskonale przydaje przy spiewaniu. I wlasnie na probe choru miedzynarodowego zaraz jade, dalej sie uczyc angielskich koled. Koncert za niecale 3 miesiace.

Brak komentarzy: