Dzis natomiast w Brukseli jest niedziela bez samochodu. Od 9 rano do 19 jedynymi pojazdami na ulicach sa autobusy, pojedyncze taksowki i ogromne ilosci rowerow.
Czasem dochodza jeszcze osoby na rolkach, jak jeden kolega z choru, ktory zamaszyscie wjechal dzis rano na probe do salki przy kosciele i z nas zakpil, ze nie wzial butow do zalozenia na msze. Dzien taki jak dzis ma tyle samo zwolennikow (bo to frajda i swietna promocja ruchu na swiezym powietrzu), co krytykow (rowerzysci jezdza jak szaleni, nie przestrzegaja przepisow i prawdopodobnie ryzyko wypadku jest wieksze niz w normalny dzien). Ja jedynie przejechalam sie do parku, gdzie po odstaniu ok.godziny w kolejce mozna bylo swoj rower zarejestrowac i wygrawerowac.
Fajne trasy do pedalowania opanowaly setki cyklistow, wiec nie bylo zbyt wiele przyjemnosci z wycieczki i dosc szybko wrocilam do domu.

Podobno w ciagu ostatnich kilku lat udzial rowerzystow w ruchu ulicznym w Brukseli wzrosl od 1% do 4% (cel na najblizsze lata to 6%), a na tym tle coraz lepiej wyglada ilosc pracownikow Komisji Europejskiej, dojezdzajacych do pracy rowerem - ponoc ok. 16%. W okolicach Instytucji sciezek jest faktycznie sporo, na ulicach jednokierunkowych rowerzyci czesto moga jezdzic w obie strony. Duza uwage przywiazuje sie tu do ekwipunku - odblaskowej kamizelki, przypinek do nogawek, zeby sie nie ubrudzily od lancucha i kaskow. W czasie deszczu dochodza jeszcze pelerynki przeciwdeszczowe. I choc do Holendrow nam jeszcze bardzo daleko, to co dzien widac sporo ubranych w garnitury urzednikow na swoich dwukolowcach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz