wtorek, 9 listopada 2010

Lancuszek

Przyslala mi go kuzynka. Ten akurat nie zawieral dopisku: jesli wyslesz to do 10 osob, bedziesz miec szczescie przez dwa tygodnie, wiec poslusznie zaczelam wykonywac wszystkie polecenia:


1. Idź na Google Mapy.
2. Wybierz "Pokaż trasę".
3. Napisz San Francisco jako miejsce poczatkowe.
4. Napisz Tokio jako cel.
5. Idź na 15 punkt twojej drogi, a jak sie zaśmiejesz, przekaż dalej...


Odpowiedz:

15.Przepłyń kajakiem Ocean Spokojny  
2 756 mil


Zreszta dalej tez jest fajnie:

38.Skręć w prawo przy 中村陸橋下(交差点), aby pozostać na 国道354号線
1,0 mil
39.Skręć w zjazd 常磐自動車道
Droga płatna
0,3 mil
40.Skręć w lewo na rozwidleniu, kieruj się drogowskazami na 東京 i wjedź w 常磐自動車道

sobota, 6 listopada 2010

Co zrobic ze spochmurnieniem

W BXLi jeszcze zlota jesien. Choc aura juz listopadowa. Jak koncze prace jest ciemno, rano ciezko wstac. Wczoraj po deszczu slizgalam sie na mokrych lisciach zalegajacych na bruku, a dzisiaj zakupilam ciepla kurtke, zeby nie przechodzic szostej zimy w rzedu w szarym plaszczu. Teraz jeszcze potrzebuje kolorowej czapki i szalika i jestem gotowa na te najsmutniejsze i najbardziej ponure miesiace.

Zanim wiatr zdmuchnie ostatnie liscie z drzew, udalo mi sie pstryknac kilka fotek na trasie do pracy:




I z okna w biurze:




Juz niedlugo moze byc tak: http://epska-wieczorynka.blogspot.com/2009/12/narnia-cd.html

Adepci nadal chomikuja po parku i co oderwe wzrok od komputera w pracy, przez okno widze wciaz dziesiatki biegaczy. I sie usmiecham, bo choc jeszcze niedawno bylam ogromna entuzjastka ruchu na swiezym powietrzu, to ile zawodow zaliczylam w tym roku??? Zero. Nawet z wyscigu szczurow odpadlam juz jakis czas temu. Mialam robic 20 km w BXLi, ale sie przeziebilam, potem chcialam wziac udzial w polmaratonie na jesieni, ale pojechalam do Moskwy. I sezon sie skonczyl. Za to rozpropagowalam ta forme sportu wszerz i wzdluz, scignelam do siebie siodemke zawodnikow w Polski na maj i z tego co wiem, przynajmniej jedna osoba zlapala bakcyla - maz mojej kuzynki ciagal zone cale lato na rozne zawody jako widza, a ich synek w Tshircie z rysunkiem z jego ukochanej bajki 'Autka' i z transparentem: 'Moj Tata jest najszybszy' stal sie najlepszym kibicem i robil wieksza furore od samych biegaczy. A na przyszly rok zglaszaja mi sie juz kolejni chetni na 20 km BXL. Znajomi sie smieja, ze jestem doskonala 'trendsetterka' - propaguje nowa mode i jak tylko sie ona przyjmie, moja rola sie konczy i moge sie zajac czyms innym (teraz sie rozchórzam i umuzealniam, choc zbytnich tlumow za soba poki co nie widze).

Ale zeby nie bylo, nadal cwicze. Z kolezanka postawilysmy sobie za cel 3 razy w tygodniu isc na sport i po dwoch miesiacach od wdrozenia planu moge potwierdzic, ze nie jest zle. Te 3 razy nie zawsze nam wychodza, ale dwa juz tak (chodzimy na 'gimnastyke korekcyjna' i 1-2 razy w tygodniu wyglupiamy sie i skaczemy na Friskisie). I fajnie sie do tego motywujemy, bo jak jednej jakis dzien wypadnie, a druga pojdzie cwiczyc, to potem koniecznie chcemy 'nadrobic', zeby zadna nie byla lepsza (to jest taki piekny i pozytywny przyklad kobiecej zawisci i zazdrosci). I co prawda miesnie bola, ale jakos optymizmu nam przybylo. I dystansu do problemow, bo jak wszystkie nerwy na kolegow w pracy wyladuje na sali w przerwie lunchowej, to potem nie mam nawet sily sie juz na nich zloscic i klocic.

W dodatku przeczytalam ksiazke o urodzonych biegaczach (dosc szczegolowo opisana jest tu:  http://wyborcza.pl/1,76842,7662303,Bosy_maratonczyk.html). Autor udowadnia, ze czlowiek sie wyprostowal glownie po to, zeby glebiej oddychac - otworzyc gardlo, powiekszyc klatke piersiowa. U czworonogow organy wewnetrzne podczas biegu przemieszczaja sie - 'gdy przednie nogi geparda dotykaja ziemi, jego kiszki laduja w plucach, wypychajac tym samym powietrze na wewnatrz. Kiedy zas zwierze przygotowuje sie do kolejnego skoku, wnetrznosci slizgaja sie ku tylnej czesci ciala, umozliwiajac w ten sposob nabranie powietrza'. Wtedy na jeden krok przypada jeden oddech i tylko czlowiek umie je oddzielic. A to dzieki temu, ze my cieplote ciala regulujemy przez pocenie sie, a nie przez pysk i pluca. Wszystkie inne stworzenia przy przegrzaniu moga sie tylko zatrzymac, albo umrzec i tylko ludzie sa stworzeni do dlugiego biegania (acz niezbyt szybkiego). Bohaterowie ksiazki dowiedli, ze polowania nieustepliwe (gonienie zwierza az padnie) faktycznie byly sposobem na zdobywanie pozywienia przez naszych przodkow.

Z ciekawostek, badania wykazuja, ze od 19tego roku zycia nasza szybkosc gwaltowanie wzrasta, szczyt formy osiagamy w wieku 27 lat, po czym kondycja wolno spada i poziom 19latka w bieganiu osiaga sie ponownie w wieku... 64 lat!!!

Mamy jednak jeden mankament, nie pozwalajacy kazdemu z nas zostac maratonczykiem - mozg. On dba, by kazdy z nas na swoj sposob byl energoszczedny. Gdy tylko nadarza sie nam okazja zeby odpoczac i nabrac sil, wszyscy natychmiast z tego korzystamy. A ze rozwoj technologii coraz lepiej pozwala nam sie obijac, przestalismy byc wytrzymalymi, umiesnionymi lowcami-zbieraczami i zasiedlismy przed telewizorem czy komputerem oddawac sie kultowi wolnego czasu. Odebralismy naszemu cialu zajecie, do ktorego jestesmy stworzeni i cena jaka nam przychodzi za to zaplacic to nadcisnienie, cukrzyca, miazdzyca, zawal, depresja i wiele innych.

A co wiecej wszyscy jestesmy ofiarami powszechnie stosowanych systemow wychowawczych. 'Nie biegnij tak szybko, bo sie przewrocisz', 'Uwazaj, bo sie spocisz', 'Daj raczke' - to tylko kilka przykladow.

Moj mozg najwyrazniej nie akceptuje biegania, bo sie przy tym nudze jak mops, ale staram sie nadrabiac wedrowaniem (wtedy czytam wszystkie napisy i plakaty i sie doinformowuje o wydarzeniach kulturalnych czy nowych wystawach) i cwiczeniami (ktore sa tak swietna zabawa, ze nawet nie mysle o tym, ze wydatkuje energie).

A zeby nie bylo, ze prowadze taki zdrowy tryb zycia - jest jeszcze jeden sposob na radzenie sobie z szaruga jesienna. Czekolada! Znajoma (tez 'trendsetterka', ale w dziedzinie germanskich produktow) zrobila wspolne zamowienie dla kilku osob z austriackiej firmy Zotter (http://www.zotter.at/de/schoko-laden/trinkschokoladen.html) i teraz mam cale pudlo kostek do rozpuszczenia w goracym mleku, roztrzepania mikserem i wypicia na rozgrzewke, poprawe humoru, czy dla smaku (kupilam zestawy: orzech-nugat, burbon-wanilia, miod-cynamon i po jednej do wyprobowania: cynamon-banan, chili i gorzka klasyka). Sprowadzanie czekolad do Belgii jest jak noszenie drewna do lasu, ale musze przyznac, ze takich to tutaj sie nie uswiadczy. W dodatku okazalismy sie tak dobrymi klientami, ze przyznano nam nawet dodatkowy rabat (plus odjeto koszty przesylki). Trend picia goracej czekolady niewatpliwie tez zostanie utrzymany.


A potem najwyzej dolozymy dodatkowa godzine cwiczen w tygodniu ;-)


PS1 I jeszcze cytat Christophera McDoughall'a:

Bieganie jest zakorzenione w naszej zbiorowej wyobrazni, zas nasza wyobraznia zakorzeniona jest w bieganiu. Jezyk, sztuka, nauka, promy kosmiczne, 'Gwiazdzista noc' van Gogha, chirurgia naczyniowa - wszystko ma swoje korzenie w naszej zdolnosci biegania. Bieganie jest ta supermoca, ktora uczynila z nas ludzi. To oznacza, ze wszyscy ja mamy, kazdy z nas. 


PS2
Wyprostowanie sie czlowieka pierwotnego, otwarcie gardla i glebszy oddech dal nam jeszcze jedna umiejetnosc. Spiewania ;-) Z Londynu przywiozlam sobie z kolei ksiazke neurobiologa Daniela Levitin'a tlumaczaca, po co nam muzyka. Ale o tym bedzie pozniej.

czwartek, 4 listopada 2010

A to Belgia wlasnie

W dodatku do 'Tribune de Bruxelles', no.20 zamieszczono raport o stereotypach.

Najpierw co mysla Belgowie o Eurokratach:

  • sa aroganccy i pretensjonalni
  • nie placa podatkow
  • nie integruja sie z belgijskim spoleczenstwem - nie kibicuja Anderlechtowi ani zadnej innej druzynie, nie chodza do teatru
  • zyja jak paczki w masle ('cul dans le beurre'), maja piekne domy
  • przesiaduja na Place Luxebourg i w 'At Seven'
  • urzednicy tylko pisza przerozne raporty, a ich zony nie pracuja i spedzaja mnostwo czasu w fitness klubach
  • maja dlugie przerwy lunchowe i malo stresu


A co Eurokraci mysla o Belgach:

  • specjalizuja sie w robieniu/jedzeniu czekolady, gofrow, frytek i piwa
  • administracja jest rodem z ksiazek Kafki
  • sa zlymi kierowcami, wciaz wszystko komplikuja
  • wlasciwie nikt nie zna zadnych slawnych Belgow
  • na kazdym rogu jest apteka, pub i warzywniak
  • caly kraj jest surrealistyczny, nawet belgijska prezydencja w EU rozpoczela sie w momencie, kiedy kraj nie mial rzadu (jakby powiedzial Margritte: 'Ceci N’est Pas Un Etat')
  • jesli Walonia zostanie przylaczona do Francji, region zmieni nazwe na 'Nord pas de Flamands'

środa, 3 listopada 2010

Muzeum Historii Naturalnej



To londynskie muzeum mnie zachwycilo do glebi. Troche zalowalam, ze nie zwiedzalam go z jakims malolatem/malolatka, bo wtedy moglabym bez robienia sobie obciachu naciskac wszystkie przyciski i robic doswiadczenia, ale i tak bawilam sie jak dziecko.

Zaczyna sie od imponujacego budynku





W srodku zwiedzajacych wita ogromny szkielet dinozaura. Ochroniarze dokladnie przegladaja bagaze (ja przyszlam z walizka, bo muzeum zwiedzalam 'w drodze' na pociag do BXLi i niestety musialam ja otworzyc; kiedy sprawdzajacy mnie Hindus zobaczyl ksiazke, zapytal skad pochodze i jak sie dowiedzial, ze z Polski, usmiechnal sie od ucha do ucha i powiedzial tylko: 'nozycki?', 'no' i moglam isc dalej). Za pozostawienie kurtki i bagazu w szatni musialam zaplacic 6.5 funta, co wobec braku jakichkolwiek oplat za wstep jest i tak ok. 

Pelno bylo wycieczek szkolnych, dzieciaki wedrowaly z powaznymi minami w bialych fartuchach z napisami 'Dinosaur scientist' i wypelnialy dziesiatki kartek z pytaniami. My o takich lekcjach biologii moglismy tylko pomarzyc...  

A wnetrze jest jeszcze bardziej zachwycajace niz front budynku. Na pietrze sekwoja olbrzmia - fragment pnia:


A to sufit:


I widok pietra - spojrzcie na malpki po lewej stronie:


Strefa zielona.

Takie szkielety wisialy nad dzialem ssaki naczelne:


Strefa zielona - nasze miejsce w ewolucji. Ponizej Lucy - australopitek zyjacy 5-1.5 miliona lat temu.  40% jej szkietelu odkryto w 1974 roku w Etiopii. Zachowalo sie 47 kosci z 207. Swoja nazwe zawdziecza Beatelsom - jej odkrywcy w obozie namietnie sluchali piosenki 'Lucy in the sky with diamonds' ;-) Naukowcy zbadali, ze zmarla w wieku ok.25 lat na skutek zatoniecia. Miala metr wysokosci, 30 kg, maly mozg i duza twarz.


Strefa zielona - mineraly. Wsrod dziesiatek gablot natknelam sie na niespodzianke. Jak wiadomo wiele kultur laczy kamienie szlachetne ze znakami zodiaku, a zwyczaj noszenia kamieni dla zaznaczenia miesiaca narodzin zapoczatkowano w XVIII wieku w... Polsce! Wedle rozpiski mi przypadaja perly.


Strefa niebieska.

Dzial nauki o czlowieku. Wchodzilo sie w nim do wielkiego brzucha matki i sluchalo bicia serca. Odkrywalo swiat oczami dziecka - jedno pomieszczenie bylo pelne korbek i sprzetow, ktore przedziwnie sie zachowywaly po ich dotknieciu, np.uderzenie klawiszy w malenkim pianinie powodowalo zapalanie sie roznych lampek (tak samo maluchy ucza sie zwiazkow przyczynowo-skutkowych). Duzo bylo zabaw optycznych, np.po wcisnieciu przycisku blyskal kontur ptaka, nastepnie trzeba bylo spojrzec na rysunek klatki i mialo sie zludzenie, ze w srodku jest owo zwierzatko.

Ponizej prezentacja, ile krwi miesci sie w czlowieku, a ten proszek na lyzeczce to hormony. Byly tez plansze z ich nazwami i opisem dzialania i po wcisnieciu guzikow w stojacych obok przezroczystych manekinach z widocznymi organami zapalala sie lampka, gdzie owa substancja jest produkowana.


Strefa niebieska - ssaki.


Strefa zielona

 Robaki. Jedna z moich ulubionych. Ponizej co moze sie znajdowac z pudelku z maka - po angielsku wszystkie nazwy sa oczywiste, zas po polsku pajeczaki z gablotki to: omacnica spichrzanka (mol spozywczy), trojszyk ulec, rozkruszek maczny i macznik z rodziny czarnuchowatych ;-)


A takie roztocza mamy wsrod rzes - pomagaja je oczyszczac.


Niektore pajeczaki sa pozyteczne (pierwsza kolumna), inne to szkodniki (druga)


Strefa czerwona.

Wnetrze Ziemi. Wokol sa dawne wizje swiata - po lewo Bog, po prawo - Atlas.


Supermarket w Kobe i trzesienie ziemi. Co minute podloga zaczynala sie poruszac.


Najnowszy dzial - ekologia - przejscia pomiedzy poszczegolnymi salami.


W muzem spedzilam okolo 4 godzin. Do wielu dzialow wogole nie udalo mi sie dotrzec, przez kilka przebieglam i poki co tylko czlowiek i robaki nie maja przede mna tajemic.

Reasumujac: nawet jezdzac do Londynu w stalym tempie raz do roku, mam co ogladac do emerytury ;-) 

Mamma Mia!

Ten weekend w Londynie na dlugo mi zapadnie w pamieci.

Zaczelo sie drobnym skokiem adrenaliny, bo kiedy z polskim dowodem osobistym stalam w kolejce do odprawy na dworcu kolejowym, kolezanka, z ktora jechalam, zaczela mnie zapewniac, ze trzeba miec paszport, zeby sie dostac na Wyspy, bo tam Schengen nie dziala. Celnicy na szczescie nie kwestionowali mojego dokumentu i zadowolone wyruszylysmy w podroz. Po ok.15-20 minutach pociag stanal, ogloszono problemy z napieciem elektrycznym i przez ponad godzine co 10 minut powtarzano, ze wylaczone jest swiatlo i klimatyzacja i jesli ktos ma problem z oddychaniem, ma sie natychmiast zglosic do kogos z obslugi. Po czym zaczeto nas holowac spowrotem do Brukseli, gdzie znowu musielismy sie ustawic w kolejce do odprawy i kontroli bagazu. W efekcie po 4 godzinach nadal bylysmy na dworcu Bruxelles Midi ;-) Zas trudy i nerwy koil nam gospel w wykonaniu nieduzej grupki wpolpodroznikow, ktorzy zabijali czas spiewaniem.

No i nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Primo: wszyscy pasazerowie dostali posilek, lepszy niz ten co serwuja w samolocie (no chyba, ze ktos nie lubi ryb, bo w pakiecie byla salatka z tunczyka i pasta z lososia), a secundo (uwaga!uwaga!) zaoferowano nam darmowy powrotny bilet na ta sama trase do wykorzystania w najblizszych miesiacach!!!

Zatem weekend zaczal nam sie z przygodami (w samym Londynie utknelysmy jeszcze na godzine w metrze na skutek braku napiecia i w zaden sposob nie moglysmy sie skontkatowac z czekajacymi na nas znajomymi), ale w doskonalym nastroju.

Klopoty nas nie opuszczaly rowniez w niedziele z rana, bo wybralysmy sie na polska msze o 10.15, jednak adres, ktory znalazlam w internecie okazal sie trefny i doszlysmy tylko do jakiegos budynku mieszkalnego. Nadzieje nam wzrosly, jak zobaczylysmy 3 facetow w bialo-czerwonych szalikach, jakis czas szlysmy krok w krok za nimi, ale panowie chyba raczej zmierzali do knajpy na poranne piwko. Nasza ostatnia deska ratunku byla agencja turystyczna w okolicy, ale tam mogli nam zaproponowac jedynie wycieczke do Belfastu, a o mszach nic nie wiedzieli. W kazdym razie zrobilysmy, co w naszej mocy.

I zaczelysmy buszowanie po muzeach.

Na pierwszy ogien poszlo British Museum. Nie bedzie duza przesada jak napisze, ze zgromadzono tam wiekszosc eksponatow, ktore znajdowaly sie na ilustracjach w ksiazkach do historii przerabianych w szkole. Mumie egipskie, rzezby z atenskiego Partenonu, Meksyk, Azja, Bliski Wschod. Zdjec nie mam - odsylam do podrecznikow, choc w sali z zegarami przyuwazylysmy jeden bardzo ciekawy obiekt:



W srodku znajduje sie niewielki czasomierz. Zegar z 1585 roku zostal stworzony na potrzeby owczesnych bankietow - impreza rozpoczynala sie, kiedy z organow znajdujacych sie w srodku zaczynala plynac muzyka. Nastepnie statek przenoszono wzdluz stolow i caly pokaz konczyl strzal z dzial po obu stronach.


Nie jest to w zadnym wypadku jakies znamienite dzielo w British Museum, ale drobna ciekawostka, o ktora warto zahaczyc.

Nastepnego dnia w planie mialysmy Tate Modern. Po Guggenheimie w NY cale muzeum wywarlo na mnie nienajwieksze, acz pozytywne wrazenie. Oprocz stalej ekspozycji mozna bylo rowniez podziwiac czasowa wystawe 'Ziarna slonecznikow', czyli miliony malenkich porcelanowych ziarenek chinskiej produkcji. W tyle na fotce stoi jakis facet, takze widac rozmiar wystawy. Ma ona na celu naklonienie widza do zadania sobie pytan: czym jest jednostka we wspolczesnym spoleczenstwie?, czy mamy jakies znaczenie i moc sprawcza, o ile nie dzialamy razem?, czym sa nasze pragnienia, istnienie i ilosc dla spolczenstwa, srodowiska i przyszlosci? Brzmi gornolotnie, ale wystarczy wyobrazic sobie dziesiatki Chinczykow kolorujacych te wszystkie ziarenka!!!



Interesujaca byla tez duza ksiazkowa konstrukcja. Napis obok wyjasnial intencje artysty (John Latham, 1960), ktory powolywal sie na zachodnioafrykanskie porzekadlo, ze jak czlowiek umiera, ginie tez cala biblioteka, gdyz tak wiele jest zapisane w jego umysle. Ksiazki ponizej przedstawiaja historie swiata i ludzkosci i widz widzi, ze czesc z nich nie jest dla nas dostepna, gdzies sie zawieruszyla i ulegla zapomnieniu. Czasem zagladam sobie do starych wpisow na blogu - w natloku wrazen mnostwo faktow mi wylatuje z pamieci, a tak jest nadzieja, ze cos z tego zostanie.


Z ciekawostek cala jedna sala w Tate Modern jest poswiecona pracy polskiej artystki Magdaleny Abakanowicz. Za Wikipedia:

W latach 60. stworzyła cykl abakanów, który składał się z dużych prac wykonanych technikami tkackimi. Formy rzeźbiarskie konstruowane z tak niekonwencjonalnego materiału zrewolucjonizowały spojrzenie na tkaninę artystyczną. Zrywały z dotychczasową płaszczyznowością tkanin przeznaczonych do dekoracji wnętrza. Spełniały tez funkcję praktyczną jako próba dostosowania monumentalnej rzeźby do skromnych warunków lokalowych: takie prace można było łatwiej magazynować. W 1962 roku na Międzynarodowym Biennale Tkaniny w Lozannie podwieszane u sufitu prace wywarły ogromne wrażenie swoją ekspresją barwy, fakturą, miękkością i pomysłowością. W 1965 Magdalena Abakanowicz została nagrodzona złotym medalem na Biennale w Sao Paulo, co było początkiem jej światowej kariery.


Z okien Tate Modern rozposciera sie piekny widok na Katedre Sw. Pawla i Millenium Bridge. Najpierw most otwarto w roku 2000, jednak ze wzgledu na silne wibracje przy duzej liczbie uzytkownikow trzeba bylo go przebudowac. Druga inauguracja miala miejsce dwa lata pozniej.



Trzeciego dnia poszlam do Natural History Museum, ktore chyba najbardziej mi sie podobalo. Tak bardzo, ze bedzie o nim w osobnym wpisie.

Zas nie bylabym soba, gdybym bedac w Londynie nie wybrala sie na musical ;-) Tym razem wybor padl na 'Mamma mia!' (co sie zreszta niezle wpasowywalo w klimat weekendu). Na poczatku bylam nieco sceptyczna, majac w pamieci film z Meryl Streep, ktory bardzo lubie i obawialam sie, ze w teatrze nie da sie zrobic nic na takim poziomie. Otoz dalo sie. Przedstawienie jest o wiele lepsze od filmu, z doskonala choreografia, wspanialymi aktorami i duzym poczuciem humoru. Tutaj mozna zobaczyc miks kilku przebojow:  MAMMA MIA!

wtorek, 26 października 2010

Pastime with good company

Po kilku tygodniach zwlekania powrocilam ze znajoma do naszego pracowego chorku. Zmienil sie dyrygent, o nowym slyszalysmy wiele superlatyw, jemu z kolei obily sie o uszy opowiesci na temat spiewajacych Polek i 'Przybiezeli do Betlejem', ktore juz na zawsze chyba zapadlo w pamiec i podbilo serca wiekszosci rozspiewanych urzednikow. Przyjeto nas z radoscia i musialysmy sie zabrac na nadrabianie zaleglosci - podczas naszej nieobecnosci repertuar ewoluowal ze szlagierow operowych  do muzyki dawnej i spiritual. Wczoraj 'na tapecie' mielismy kolede z Katalonii, gospel i renesansowa piosnke autorstwa krola Henryka VIII:




Dostalysmy tez propozycje nauczenia wszystkich kolejnej polskiej koledy, choc w takim 'towarzystwie' nie wiem, czy nie lepszy bylby na przyklad Waclaw z Szamotul ;-)

W miedzyczasie doinformowalam sie z dziejow Henryka II i zabojstwa arcybiskupa Tomasza Becketa, bowiem skonczylam 'Filary ziemi' Folletta, czyli kryminal, romans i powiesc wojenna w jednym. Po jakis pierwszych dwustu stronach zajrzalam do internetu w poszukiwaniu szczegolow dotyczacych katedry w Kingsbridge, wokol ktorej osnuta jest fabula powiesci i ze smutkiem wyczytalam, ze jest to niestety fikcja literacka vel pop historyczny. Choc nawet jesli to tylko bajka w sredniowiecznych realiach, to i tak zgrabnie i ciekawie napisana, a ja teraz cierpie na bol nadgarstka, bo czytam lezac i trzymajac ksiazki w reku, a ta niestety jest opasla (800 stron) ciezka (tylko w sensie doslownym, bo wartka akcja i nieskomplikowane watki sprawiaja, ze z zapalem przerzuca sie strone za strona) nieporeczna kniga. Na polce czeka na mnie drugi tom: 'Swiat bez konca' rozgrywajacy sie w latach 1327-1361.

Zas za pare dni jade na dlugi weekend do Londynu, gdzie robimy obchod po muzeach i bede sie mogla skonfrontowac moje wyobrazenia z rzeczywistoscia ;)

niedziela, 24 października 2010

Knocking' on Heaven's Door

Na wystawe Wima Delvoye natknelam sie wedrujac na wieczorne zajecia z solfezu. Zwykle jak ide 2-3 km to albo mam pustke w glowie, albo tak sie pograzam w swoich myslach, ze zapominam o calym swiecie. No i w pewnym momencie sie zdziwilam, skad przy parku w okolicy palacu krolewskiego wziela sie pieknie oswielona wieza ratusza. Przyjrzalam sie blizej i sie okazalo, ze na dachu BOZARu ustawiono 17metrowy odpowiednik najslynniejszej gotyckiej wiezy w BXLi.

Wim Delvoye (urodzony w 1965 roku, mieszkajacy w Gent) zyskal juz dawno swiatowe uznanie swoimi dosc kontrowersyjnymi dzielami. Na przyklad wytatuowal serie swin, malujac im na skorze od postaci z kreskowek Walta Disneya  do znaczkow Louisa Vuittona. Albo po miesiacach badan, spotkan i dyskusji z naukowcami, gastrologami i inzynierami, stworzyl skomplikowana maszyne do produkcji...ekskrementow o nazwie Cloaka. Najlepszych kucharzy proszono o przygotowywanie wykwintnych potraw, ladowano je z jednej strony, nastepnie przechodzily obrobke pod wplywem enzymow, bakterii i kwasow i efektem koncowym byl wiadomy wszystkim produkt, ktory sprzedawano widzom na pamiatke. Podsumowal pozniej, ze byl to fascynujacy projekt laczacy bankowosc, inwestycje, technologie, nauke, gastronomie, a wszystko to okazuje sie g... warte.

Jego gotyckie budowle rowniez nie pozostaly bez echa. Najpierw zaproponowal wybudowanie wiezy w Gent, ale wladze miasta nie wyrazily zgody tlumaczac, ze w sredniowieczu mozna bylo sobie cos takiego stawiac, a na dzien dziesiejszy miasto jest juz skonczone i nie przewiduje sie zmian. Artysta znalazl pole do popisu w Dubaju, gdzie mozna nie tylko dodawac wieze, ale nawet tworzyc wyspy w ksztalcie palm itp. I tu okazal swoje ekscentryczne podejscie, bowiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich propagowal styl wywodzacy sie z Chrzescijanskiej Europy. Jednak jego gotyckie dzwigi, samochody i 'wedrujace' wieze (Paryz, Wenecja itp) robia wrazenie na wszystkich.



W BOZARze oprocz konstrukcji ze zdjecia mozna tez obejrzec katedre jego autorstwa z dwuznacznymi witrazami, Double Helixes (czyli serie rzezb i szkicow przestawiajace spirale z ukrzyzowanym Chrystusem) i  miednice Daphne i Chloe. Na pierwszy rzut oka wszystko to jest sliczne, lsniace i esetyczne i dopiero jak sie blizej przyjrzec okazuje sie, ze nie wszystko zloto co sie swieci ;-)

Doskonalym dopelnieniem jest strona artysty (warto tam zajrzec, jak ktos akurat ma troche wiecej czasu): http://www.wimdelvoye.be/.

Zdjecia fabryki Cloaca sa tu: http://www.wimdelvoye.be/cloacafactory.php,
tatuaze tu: http://www.wimdelvoye.be/artfarm.php,
a gotyckie maszyny tu: http://www.wimdelvoye.be/chantier.php.

Wracajac zas do BOZARu, jeszcze przez miesiac mozna zobaczyc ciekawa wystawe 'Building for Brussels - Architecture and Urban Transformation in Europe'. Pokazano tam innowacyjne rozwiazania, ktore zastosowano w roznych miastach, aby poradzic sobie ze zmianami demograficznymi, problemami komunikacyjnymi i nowymi potrzebami. Bruksele nadal kojarzy sie glownie z art nouveau, a jesli chodzi o nowoczesna architekture, to niestety nie ma czym sie pochwalic. Ale jest nadzieja, bo skoro zorganizowano pokaz z makietami, opisami, filmami, oznacza to, ze ktos jednak mysli nad wizerunkiem miasta. Poki co wyciagnieto kilka niezbyt odkrywczych wnioskow:

  • liczba mieszkancow Brukseli rosnie i bedzie rosnac - szacuje sie, ze w tempie 60-82 tys nowych mieszkanow rocznie (glownie na skutek duzej dzietnosci imigrantow). Co ciekawe procent mieszkan socjalnych jest dosc niski (8.4%) w porownaniu z Paryzem (16%), Londynem (25%) czy Amsterdamem (55%!!!). Do 2020 roku ich odsetek ma tu wzrosnac do 15%. 
  • brakuje infrastruktury publicznej - szkol i obiektow sportowych. Podobno sa plany zbudowania nowego stadionu, centrum handlowego i filharmonii. 
  • bezrobocie w BXLi zalicza sie do najwyzszych w Europie (19,5%). 53% osob zatrudnionych mieszka poza miastem. 
  • miasto walczy z korkami. We wrzesniu 2010 zatwierdzono Iris 2 mobility plan, ktory ma rozwinac siec transportu publicznego (nowe linie tramwajowe i linia metra do Skarbka). Mowi sie tez o koniecznosci zadbania o estetyke dworcow, przystanow metra i parkingow, choc wszysycy wiemy, ze drugiej Moskwy to tu oni nie zrobia ;-)
  • pozycja Brukseli jako stolicy Europy kloci sie z poziomem zycia jej mieszkancow. Wciaz jest wiele dzielnic z biurowcami, ktore calkiem zamieraja na weekend (o pozostalosciach po dawnych fabrykach nie wspominajac, bo tam zycia juz dawno nie ma). Akurat pod wzgledem przemyslanego planu zagospodarowania terenu Bruksela jest daleko w tyle za innymi miastami.  

Wstep na obie wystawy (Wim Delvoye i o Brukseli) jest bezplatny. Ciekawie zapowiada sie jeszcze pokaz obrazow Lucasa Cranacha, ale to zostawilam sobie na nastepny raz.

Zas w Atelier 340 w Jette inaugurowano wlasnie wystawe naszej rodzimej grupy artystycznej Lodz Kaliska 'Niech szczezna mezczyzni': http://www.atelier340muzeum.be/Html_ENG/exhibitions.html ;-)